wiatrak w Holandii

Jak się pracuje w Holandii – podsumowanie

Jak pracuje się w Holandii – podsumowanie

Hej, to znowu ja i znów ten temat bo uważam że nie został on wyczerpany jeszcze do końca. Do tej pory pojawił się jeden, drugi i trzeci artykuł z tego cyklu ale chciałabym jeszcze coś dopowiedzieć.
Chciałbym powiedzieć o tym jak się czuje Polak pracujący w Holandii. W pierwszym wpisie napisałam że wolałabym być debilem i głąbem jak niektórzy Polacy którzy przyjeżdżają do pracy. Chodzi o to że pracując w Holandii, naprawdę czujesz się jak pracownik drugiej kategorii, pod warunkiem że ktoś nie boi się tego zauważyć. Oczywiście Holandia jest cywilizowanym krajem i dbają o to żebyś nie czuł się jak gorszy obywatel, ale tak niestety jest. Wiele rzeczy które uchodzi Holendrom płazem, na przykład gadanie w pracy, jakaś pomyłka w pracy i tak dalej. Z kolei gdy Polak popełni taki błąd to zwolnienie jest wręcz nieuniknione. Mam takie jedno wspomnienie, które dość dobrze odnosi stosunek pracodawcy do polskiego pracownika.
Pamiętam swoja pierwszą pracę w Holandii, kilka lat temu. Był to duży zakład przy produkcji mięsa. Pamiętam pewien dzień, staliśmy w kilka dziewczyn przy taśmie i w pewnej chwili jedna z nich zemdlała. Tak jak stała, tak padła. Dosłownie po 20 sekundach zjawił się przy niej, hmmm jak to się mówi.. powiedzmy że to był kierownik, ale to nie jest odpowiednie słowo (żółty czepek w każdym razie, kto pracował na produkcji ten będzie wiedział o co chodzi) wziął ją za nogi i wyciągnął z hali, a na jej miejsce przyszła kolejna dziewczyna. Linia się nie zatrzymała, nikt nie robił afery, dzień jak co dzień, jak w jakimś Wietnamie czy Afganistanie. Pracujesz, padasz, wynoszą Cię, życie leci dalej. Oczywiście na kilka lat pracy, tylko raz byłam świadkiem takiej sytuacji, no ale bez przesady. Mocno mną to wtedy wstrząsało i to wspomnienie dalej jest żywe w mojej pamięci. No ale mniej więcej już wiecie kim jesteście w pracy.
Druga sprawa jest taka że pracę można stracić w każdej chwili i to zazwyczaj bez powodu. Sama byłam świadkiem jak pracowaliśmy na jednej linii, obok siebie, ramię w ramię, przychodziła kierowniczka podchodziła do jednej dziewczyny i mówiła do niej: „it is finish for you, you can go home, bye”. I to wszystko, miałaś prace i nie masz, nara, spadaj do domu.
Raz miałam też sytuację że wychodziłam z piątek w pracy i podszedł do mnie team leader. Pyta się how are you i o plany na weekend. Życzy miłego weekendu i mówi, see you on monday. Wychodzę z zakładu, wsiadam do samochodu i widzę że na telefonie mam jedno nie odebrane połączenie. Dzwonił do mnie ktoś z agencji pracy, oddzwaniam i słyszę w słuchawce. No hej taka sytuacja kierownik Cię dzisiaj zwolnił. Coooo?
Witamy w Holandii, szykujcie tyłki bo będą mocno kopane.
Wiem że przytoczone tu historię są skrajne i wydarzyły się tylko raz na kilka lat pracy, ale jednak się wydarzyły i wiem że nie tylko mnie, więc warto być gdzieś w duchu na to przygotowanym.